Ciemność otaczała mnie z każdej strony. Nawet najmniejszy szmer przyprawiał mnie o drżenie i wybuchy paniki. Nie byłam jednak sama. Czułam jak ktoś przypatruje mi się z oddali, bacznie obserwując każde moje poruszenie. Byłam bezbronna i cholernie przerażona, a jednak czułam ogromne podniecenie.
Siedziałam z podkulonymi nogami, oparta o coś szorstkiego, co wbijało mi się w łopatki. Szybko mrugałam powiekami, aby oczy choć trochę przywykły do wszechobecnego mroku. Okropnie przenikliwe zimno sprawiło, że nie czułam stóp i dłoni, które niemalże bolały. Miałam na sobie tylko długą sukienkę z lnianego materiału.
Jak się tutaj znalazłam?
Niewiedza i strach wprowadzały mnie w stan istnego szaleństwa. Czułam przenikliwy ból w okolicach lewego ramienia, gdzie ciepła ciecz wolno spływała w dół. Krew. Po moich policzkach pierwszy raz od dłuższego czasu popłynęły rzęsiste łzy. Okazałam w tym momencie swoją słabość i tchórzostwo.
Nagle czyjaś gorąca dłoń zacisnęła się na mojej szyi. Ten dotyk parzył mi skórę. Z przyjemnego zapachu perfum wywnioskowałam, że to chłopak. Przerażona zaczęłam wierzgać nogami i rękami, lecz bezskutecznie. Nieznajomy zbliżył twarz blisko mojej, gdyż czułam na skórze wydychane powietrze. Pogładził mnie delikatnie po policzku. Mogłabym przysiąc, że w tym momencie na jego ustach zagościł złowieszczy uśmiech. Pocałował mnie. Poczułam, że ciepło rozlewa się po całym moim ciele, a serce zaraz wyrwie się z piersi. Chłopak odsunął się tak, że teraz stykaliśmy się nosami. Zdałam sobie sprawę, że jego gorąca dłoń coraz mocniej zaciska się na mojej szyi.
Mój krzyk wydany ostatkiem sił był chrapliwy i zbyt cichy, aby ktoś mógł mnie usłyszeć. Nie było już dla mnie ratunku.